Po przepłynięciu Gibraltaru, Kanał La Manche był, moim kolejnym celem. Wyścig Wokół Wyspy Dragonera, było nieporównywalnie lepszą opcją treningu przed La Manche niż pływanie na Mazurach w wodzie o temperaturze 13 stopni Celsjusza.
Dragonera to wyspa na zachodnim brzegu Majorki z jednej strony ze stromym brzegiem z drugiej pionowym 100m klifem.
Na wyspę zostaliśmy przetransportowani przez organizatora wcześnie rano z odległego ok. 1 km brzegu Majorki. Warunki pogodowe nie były najlepsze – wysoka fala i dość silny wiatr. Start ok. 200 osób nastąpił z małej zatoczki. Większość płynęła w piankach, tylko nieliczni, w tym ja, zdecydowali się na płynięcie “solo” tj. bez neoprenu. Organizator zapewniał punkty żywieniowe (żele, woda) z asekurujących nas kajaków. Spodziewając się trudnych warunków zaopatrzyłem się w kilka żeli. Okazało się, że to była doskonała decyzja – po przepłynięciu pierwszego odcinka, minięciu cypla i pokonaniu wysokich na prawie dwa metry fal zauważyłem, że nikt nie płynie w pobliżu. Szybsi zawodnicy byli daleko przede mną, wolniejsi – daleko za mną. Kajaki asekuracyjne zniknęły z pola widzenia a ja wisząc w przeźroczystej kilkudziesięciometrowej toni, mając 100 m skalny klif po lewej przemierzałem pozostały dystans co 45 minut posilając się moimi żelami.
Po zwrocie na południowym cyplu znów pojawił się męczący czołowy wiatr, jednak świadomość, że to już ostatnie dwa kilometry dodawały sił.





