Jeśli kiedyś miałeś marzenia co zrobisz jak wygrasz milion w Totka to mniej więcej ja miałem taki obraz przepłynięcia Kanału La Manche. Wiedziałem że jest, wiedziałem że ktoś przepłynął. Miałem jednak pewność że jak w grze w Totka mnie się to nigdy nie zdarzy.
Załadunek sprzętu na łódkę w porcie w Dover rozpoczęliśmy o 1:00 nad ranem. O 3:00 rano byłem w wodzie.
Po godzinie płynięcia było mi już bardzo zimno, temperatura wody miała wprawdzie 17 C ale temperaturę powietrza tylko 13 C a zimny wiatr dodatkowo schładzał moje ciało, tak że poważnie zacząłem rozważać przerwanie i wyjście z wody.
Kolejne godzina tylko pogorszyła moją sytuacje, było mi jeszcze zimniej i ostatkiem woli zmuszałem się aby płynąć choć do świtu (ok 6 rano). Słońce trochę poprawiło mój nastrój, jednak temperatura, tak powietrza jak i wody nie uległa zmianie, zmieniła się tylko moja decyzja wyjścia z wody z “już.. już..” na “może jeszcze trochę popływam” .
W połowie dystansu było lepiej chociaż dalej nie byłem pewny czy dotrwam do kolejnego celu który płynąc na szybko wymyśliłem 8h 40 min – mój record z Illes Medes – Illes Formigues.
Koło południa zobaczyłem brzeg i miałem nadzieję że jeszcze z godzina walki. Brzeg zawsze wydaje się bliżej.. tego się dowiedziałem kończąc prawie o godzinie 16:00 a dokładnie po 12h i 56 min od chwili startu.





