Pływanie na wodach otwartych było uzupełnieniem mojego treningu do La Manche. Majorka, z temperaturą wody w maju na poziomie 18 stopni Celsjusza była niewątpliwie bardziej komfortowym rozwiązaniem niż wyjazd na Mazury i pływanie w wodzie o temperaturze 13 stopni Celsjusza.

Dragonera to wyspa w archipelagu Balearów, leżąca u zachodniego brzegu Majorki. Dragonera jest wyspą niezamieszkaną. Przyczyną jest nieprzyjazne ukształtowanie terenu. Jeden brzeg stanowi klif wysoki na 100 metrów, drugi zaś jest bardzo stromy uniemożliwiając budowę osiedli ludzkich.

Co roku Neda El Mon – firma specjalizująca się w organizowaniu maratonów pływackich w Hiszpanii organizuje Maraton wokół wyspy Dragonera.

Na wyspę zostaliśmy przetransportowani przez organizatora wcześnie rano z odległego ok. 1 km brzegu Majorki. Warunki pogodowe nie były najlepsze – wysoka fala i dość silny wiatr. Wszyscy uczestnicy – ok. 200 osób wystartowali razem. Nieliczni uczestnicy, w tym ja, zdecydowali się na płynięcie bez pianki. Organizator zapewniał punkty żywieniowe (żele, woda) z asekurujących nas kajaków. Spodziewając się trudnych warunków zaopatrzyłem się w kilka żeli. Okazało się, że to była doskonała decyzja – po przepłynięciu pierwszego odcinka, minięciu cypla i pokonaniu wysokich na dwa metry fal zauważyłem, że nikt nie płynie w pobliżu. Szybsi zawodnicy byli daleko przede mną, wolniejsi – daleko za mną. Kajaki asekuracyjne zniknęły z pola widzenia i wydawało mi się, że wiszę w przezroczystej, głębokiej na kilkadziesiąt metrów toni całkiem sam. Po lewej miałem bezkres oceanu, po prawej zaś wysoki na 100 metrów klif. Przemierzałem jednostajnie kolejne metry co 45 minut posilając się swoim zapasem energetycznych żeli. Po zwrocie na południowym cyplu znów pojawił się męczący wiatr, jednak świadomośc, że to już ostatnie dwa kilometry do celu dodawała mi sił.